Bałtyk to morze eksploatowane do granic możliwości: na przełomie ostatnich 30 lat populacja dorsza ze stanu ok. 440 tys. ton zmalała do jedynie 40 tys. ton. Problem nadmiernej eksploatacji Bałtyckich ryb występuje cały czas, także dziś.
Polski rząd nie kontroluje w 100% wszystkich kutrów które przypływają do portów, co za tym idzie, jednorazowe połowy przekraczają progi maksymalnego zrównoważonego odłowu. Dodatkowo ustalane są maksymalne limity połowowe, które już same w sobie przekraczają dozwolone ilości pozwalające na odbudowanie stada, a np. Rosjanie nie mają żadnych limitów połowowych. Z drugiej strony, nieraz rybacy wracają z połowami dużo mniejszymi niż próg maksymalnego zrównoważonego odłowu, a to za sprawą bardzo niewielkiej ilości ryb występujących w Bałtyku. Stada wciąż przemieszczają się, a rybakom nie opłaca się tak daleko wypływać.
Podobnie jak z dorszem sprawa wygląda ze śledziem, łososiem bałtyckim czy flądrą, której stada nie da się oszacować, a także szprotem (w maju 2013 r. wprowadzony został całkowity zakaz połowu szprotów). Warto dodać, że w ubiegłym roku dopuszczalne ilości połowowe śledzia podniosły się o ok 10%, co jest dobrą.
Czy morskie ryby hodowlane są rozwiązaniem, które pozwoli na odbudowanie dzikich stad?
Przy tak ogromnym zapotrzebowaniu na rybę jest to rozwiązanie, jednak zawsze trzeba wybierać dobre i zrównoważone hodowle. My stawiamy na ryby dziko żyjące, certyfikowane hodowle morskie lub polskie stawy i jeziora. Dużo w ostatnim czasie mówi się o toksynach i antybiotykach, które zawarte są w hodowlanym łososiu. Łosoś norweski, którego jeść podobno nie wolno, aby wyrósł na kilogramową rybę potrzebuje spożyć 4kg innych, drobnych ryb. A więc połowy nawet i w tym przypadku zostają zwiększone. W przypadku hodowli łososia, jego skala jest ogromna, zagęszczenie ryb na 1m3 bardzo duże, a co za tym idzie: jakość ryby spada, możliwość występowania chorób wzrasta, więc podawanie antybiotyków w takiej hodowli może stać się koniecznością.
Konsument zwykle nie wie, czym karmiono ryby. Wielokrotnie pytaliśmy hodowców i tylko w nielicznych otrzymywaliśmy odpowiedzi – z takich hodowli właśnie zamawiamy nasze ryby. Są to hodowle podobne do naszej – małe kilkunastohektarowe akweny, w których ważniejsza jest ryba i jakość wody niż pieniądz.
Wracając do łososia: w Polsce jest największy popyt na tę rybę w całej Europie. Zjadamy jej ogromne ilości, wydaje nam się, że to dzięki wysokiej zawartości kwasów Omega3 i 6.
Wybieraj ryby rozważnie
Czytaliśmy wiele artykułów i materiałów na temat norweskich hodowli i ich wpływie na środowisko naturalne. Nigdy nie byliśmy w takiej hodowli, nie widzieliśmy tez tego na własne oczy, ale z przezorności nie wybieramy tych ryb i nie wprowadzamy ich do naszej oferty. Poza tym, jakość tego mięsa pozostawia dużo do życzenia. W Port Royal łososia gościliśmy tylko dwa razy, gdy sprowadziliśmy dzikiego łososia szkockiego. Ten z Bałtyku jest rybą tak rzadką, że aż niemożliwą do kupienia – roczne połowy szacuje się na ok. 30 ton, a większość z odłowionych ryb trafia do Francji.
Certyfikat MSC i FAO
Jeżeli chcemy pomóc naszemu środowisku i Polskiemu morzu Wybierajmy ryby z certyfikatem MSC, wtedy będziemy mieli pewność, że ryba, którą jemy została złowiona zgodnie z poszanowaniem dla przyrody oraz z zasadami zrównoważonego rybołówstwa.
Wszystkie ryby dziko żyjące mają oznaczenie FAO, powinno znajdować się ono na etykiecie sklepowej lub opakowaniu. Wszystkie numery FAO i ich znaczenie można sprawdzić w Internecie. Wtedy będziemy mieli pewność, że ryba nie pochodzi z akwenu objętego ochroną.
Trzeba też zwracać uwagę na to, w jakim wieku wybieramy rybę, najlepiej zdecydować się na taką, która jest już dojrzała płciowo – czyli zdążyła się już rozmnożyć. Nie kupujmy, na przykład, dorsza krótszego niż 40cm.
Nasz biznes opiera się na rybach i owocach morza, przez to że karmimy ludzi nie chcemy przyczyniać się do tego, że nasze dzieci bądź dzieci naszych gości nie będą mogły jeść Bałtyckich ryb. Nikt nie chce doprowadzić do tego żeby wszystkie ryby w morzach i oceanach zostały wyłowione i zjedzone, wtedy wody opanowałyby meduzyJ.
Co z naszymi Polskimi rybami słodkowodnymi?
Jeziora i stawy w Polsce zajmują spora część powierzchni, a więc obfitość w ryby słodkowodne jest duża. Niestety, Polacy kompletnie nie doceniają tego co mamy i wiele z naszych ryb trafia na niemieckie i francuskie stoły, zwłaszcza we Francji prawdziwym rarytasem jest nasz Polski sandacz, a w Niemczech węgorz (w latach 90 tony tej ryby były eksportowane właśnie do Niemiec).
Jako hodowcy ryb od 20 lat zmagamy się z hodowlą wielu gatunków ryb słodkowodnych zarówno mięso- jak i roślinożernych. Polskie ryby są smaczne i bardzo dobre jakościowo, jeżeli mamy pewność, że pochodzą z dobrej hodowli możemy je śmiało zajadać w nieograniczonych ilościach! Warto też zaznaczyć, że ryby hodowlane nie są objęte okresami ochronnymi.
Hodowla ryb w Polsce nie jest prostym tematem, zwłaszcza w ostatnich latach, gdy w lecie coraz częściej są susze, stale trzeba kontrolować stan rzek i oczyszczać wodę. Ważne jest też, żeby kontrolować liczbę zagęszczenia ryb w danym akwenie – im mniej ryb wpuszczamy do stawu tym dla nich i dla nas lepiej. Ryby rosną wolno, przykładowo karp, który waży ok 1,5kg- rósł w naszych stawach 3 lata i zjadł ok 6kg pszenicy lub jęczmienia. Pstrąg który waży 40 dkg rósł 14-15 miesięcy.
Woda i ilość ryb na 1m3 to jednym, ważniejsze jest to, czym karmimy ryby. Wybór dobrych zbóż oraz pasz dla ryb jest bardzo ważny dla zrównoważonej hodowli oraz zdrowia ryb. Nie wystarczy nakarmić ryb – istotne jest także to, co później ryby wydalają do wody. O jej stan również musimy dbać. Antybiotyki w hodowli ryb słodkowodnych nie występują, ponieważ ryby nie chorują. Na to wpływ ma też zagęszczenie ryb w danym akwenie oraz stan wody.
Wielu restauratorów i szefów kuchni nie ma pojęcia o okresach ochronnych na odłów niektórych gatunków ryb, jak i również o gatunkach pod ochroną i zagrożonych wyginięciem, trzeba o tym pamiętać wybierając się do restauracji.
Najbardziej popularne mazurskie ryby w Polskich restauracjach są serwowane przez cały rok, mimo że nie powinny. (Sandacz – okres ochronny od 1stycznia do 31 maja, Węgorz – od 15 czerwca do 15 lipca) Jeszcze do zeszłego roku obowiązywał okres ochronny na połów dorsza w Bałtyku od 1 lipca do 31 sierpnia. Co jest przykre, UE zniosła ten zakaz i w tym roku mimo tarła polskie dorsze będą mogły być odławiane. W czerwcu i lipcu zaś zakazane są połowy polskiego turbota – w tym okresie radzimy wybierać ryby importowane.
Nie bójmy się ryb śródziemnomorskich oraz z Atlantyku, transport w dzisiejszych czasach działa tak szybko i sprawnie, że kupując ryby prosto z kutrów na aukcjach ryb mamy je po kilkunastu godzinach w Polsce. Nieraz takie ryby są świeższe niż te z Polskiego morza, tu warto przez chwilę pomyśleć, ile razy kupiliśmy w życiu Bałtyckiego dorsza w okresie letnim, kiedy był całkowity zakaz połowów tej ryby, a handel w nadmorskich smażalniach kwitł.
Nasze Polskie ryby są doceniane w całej Europie i w żadnym innym kraju nie ma aż tak wielu występujących gatunków ryb słodkowodnych. Są zdrowe i smaczne, a wybierając je wspieramy polskie morze.
Na zakończenie wymienimy kilka najbardziej bolesnych dla nas faktów: tuńczyk błękitnopłetwy jest na liście ryb zagrożonych wyginięciem, dorsz bałtycki, jeżeli będzie cały czas odławiany na taką skalę, w niedługim okresie może zniknąć z Bałtyku, węgorz w polskich jeziorach praktycznie nie występuje – w latach 90’ był wyławiany na masową skalę a jeziora nie były ponownie zarybiane.

