Pięć dni przed spotkaniem Kazimierz Kutz skończy 88 lat.
Przez kilkanaście lat wcześniejszych pisał dla katowickiego dodatku „Gazety Wyborczej” felietony, w których bez miłosierdzia tarmosił nasze paranoje, odzierał nas z codziennych małostek, kpił z zadufanych i uziemiał ideologicznie lewitujących. Od czasu do czasu żegnał też największych – ludzi pięknych, swoich braci i siostry z polskiego Parnasu. I upominał się o Śląsk, najbardziej sponiewierany zakątek Polski. A wszystko to czynił z literacką klasą godną „Kronik tygodniowych” Słonimskiego, pasją lekarza zatrutej polskiej duszy i gorzką intuicją śląskiego Wernyhory. Te teksty zostały zebrane w książce „Fizymatenta”.

