Najpiękniejsze miejsca świata
Wiadomości Ukraina

Zwyciężyć znaczy przeżyć. Ćwierć wieku później

Nakładem Wydawnictwa Bezdroża ukazało się kolejne wydanie kultowej książki Aleksandra Lwowa „Zwyciężyć znaczy przeżyć. Ćwierć wieku później” .

Pierwszą wersję tej książki Aleksander Lwow, jeden z najwybitniejszych polskich himalaistów i alpinistów, napisał dwadzieścia pięć lat temu. Z czasem stała się ona klasykiem gatunku. Pisał ją nie dla kolegów wspinaczy i alpinistów, pisał dla „miłośników gór” – tych, co najpewniej nigdy nie spędzą nocy w namiocie szarpanym przez mroźny wiatr ani nie będą szturmować himalajskich olbrzymów. Pisał dla zwykłych ludzi, którzy kochają góry i podziwiają zdobywających je „wojowników”.

Zwyciężyć znaczy przeżyć… to przede wszystkim książka o ludziach gór. Snując swą wysokogórską opowieść Aleksander Lwow do minimum ogranicza opisy karawan, zakładania baz, budowania obozów wysokościowych i rozwieszania poręczówek. Pisze o przyjaciołach, znajomych i partnerach, wspomina najsławniejszych alpinistów i himalaistów – jakże często już nieżyjących. Na kartach jego książki ludzie ci ożywają, wspinają się lub bawią. Aktualne wydanie książki wzbogacone zostało o opisy zdarzeń ze świata ludzi gór z ostatnich dwudziestu pięciu lat i o komentarze do wielu z nich.

„(…)Tragedie roku 2013 postawiły pod wielkim znakiem zapytania całą sportową przyszłość polskiego himalaizmu, nie tylko zresztą zimowego. Tymczasem zdobycie po raz pierwszy w zimie Gasherbrumu 1 przez Adama Bieleckiego i Janusza Gołębia (3 marca 2013r.) oraz pierwsze zimowe wejście na Broad Peak dokonane przez Adama Bieleckiego, Artura Małka, Tomasza Kowalskiego i Macieja Berbekę (6 marca 2013r.) sprawiły, że pośród wszystkich czternastu szczytów Korony Himalajów do pokonania w zimie zostały jeszcze tylko K2 i Nanga Parbat.

W tym momencie cały wysiłek światowego himalaizmu sportowego skupił się na Nandze. Bo to góra znacznie bliższa (rzut beretem od szosy) i tańsza, niż K2. No i wyraźnie niższa, choć ogrom jej ścian nie ma sobie równych. By było jasne: ów „światowy sportowy himalaizm”, to zaledwie kilkanaście, góra kilkadziesiąt osób kilku nacji. W drugiej dekadzie XXI wieku już mało kto miał ochotę solidnie marznąć i sporo ryzykować w górach. W niemal zmasowanym zimowym ataku na Nangę w sezonach 2013/14, 2014/15, 2015/16 brali udział także Polacy, z niezmordowanym Mackiewiczem na czele, ale ostatecznie zwycięstwo przypadło w udziale innym. Dwudziestego szóstego lutego 2016 roku pierwszego zimowego wejścia na Nanga Parbat dokonali Włoch Simone Moro, Bask Alex Txikon i Pakistańczyk Ali Sadpara. Biorąca udział w ataku szczytowym krzepka dziewczyna z Tyrolu, Włoszka Tamara Lunger dotarła w pobliże wierzchołka, do 8025 metrów. Naprawdę niewiele brakowało, by stała się pierwszą kobietą z zimowym ośmiotysięcznikiem na koncie.

Niestety, dwa i pół roku wcześniej doszło pod Nangą do bezprecedensowej tragedii. W nocy z 22 na 23 czerwca 2013 roku baza została zaatakowana przez uzbrojonych ludzi podających się za Talibów, którzy zamordowali 11 znajdujących się tam akurat osób. Alpiniści przebywający w tym czasie w górnych obozach, cudem otrzymali drugie życie.

Z kolei K2, to zastarzały problem nie tylko dla Polaków, ale w ogóle dla całego alpinistycznego świata. Szansa wejścia tam zimą jest generalnie mała. Da nas, zaraz po upadku projektu PHZ – była żadna! Nie mieliśmy „armat”. Trzeba by jednocześnie mieć dobry zespół wspinaczy tej klasy co Simone Moro i Denis Urubko razy 3 lub 4 (6-8 ludzi) albo takich jakimi byli Krzysztof Wielicki czy Maciej Berbeka 25-30 lat wcześniej, również razy 3 lub 4, a do tego należałoby znaleźć odpowiednie fundusze, co akurat wydawało się być łatwiejsze niż skompletowanie składu. Na koniec trzeba by też trafić na idealną pogodę, taką, jaką w 2013 roku chłopcy mieli na Broad Peaku. Wówczas mogłaby K2 wreszcie kiedyś paść.

Fragment książki „Zwyciężyć znaczy przeżyć”

Autor

All Inclusive

Redakcja

Luksusowy kwartalnik turystyczno-podróżniczy. Od 2004 roku opisujemy miejsca, do których warto lecieć dłużej niż na weekend, i ludzi, którzy je prowadzą.

Czytaj dalej