W życiu najważniejsza jest tolerancja – mówi aktor Stanisław Brudny. – Tolerancja dla innych zachowań, innego sposobu myślenia, innych przyzwyczajeń. Tolerancja dla otaczającego świata. To dzięki niej znika napięcie i pojawia się próba zrozumienia. To najlepsza recepta na utrzymanie ciała i duszy bez stresu. A życie bez stresu pozwala nam na realizację wielu rzeczy, których człowiek się po sobie nie spodziewał.
Dla pianisty i kompozytora Zbigniewa Rymarza kluczowa była i jest praca oraz przyjaciele: Potrafiłem sprawy osobiste odstawić na boczny tor i przez sekundę tego nie żałuję. Pewne rzeczy się kończą, a praca zostaje. Wiem co mówię – w końcu w przyszłym roku będę świętował 70 lat w zawodzie!
Irena Jun przyznaje, że 80-te urodziny były dla niej jak grom z jasnego nieba i skłoniły do refleksji na temat siebie i upływającego czasu. Na szczęście nie przemija mój entuzjazm, zachwyt nad życiem w jego najdrobniejszych szczegółach – mówi aktorka. – Światło, zieleń, ogród, kot, pies, spotkany człowiek, rysunki dzieci, smak potraw i możność ich przyrządzania – to wszystko nieustannie mnie urzeka.
Wiesław Kępiński, który jako dziecko cudem ocalał z hitlerowskiej egzekucji, wyznaje zasadę „Carpe diem”: Bo jeśli się żyje na kredyt 70 lat, to jak nie cieszyć się z życia – uważa. – Każdy dzień jest dla mnie prezentem. Nawet sobie tak myślę w duchu: „Boziu ile tego kredytu jeszcze mam?”.
Serię portretów Ireny Jun, Stanisława Brudnego, Wiesława Kępińskiego oraz Zbigniewa Rymarza stworzył ceniony fotograf i autor multimedialnych projektów artystycznych, Szymon Kobusiński. Pokazał swoich bohaterów z czułością i sympatią, wydobywając ich wewnętrzną siłę. Leśna sceneria dodaje magii, tworząc uniwersalną opowieść o poszukiwaniu recepty na radosne życie. Inspiracją była książka „Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lak 83 i ¼”, która 11 maja ukaże się nakładem Wydawnictwa Albatros.
Ten tytuł to międzynarodowy fenomen literacki. Książka opublikowana w Holandii w czerwcu 2014 roku, przez 30 tygodni utrzymywała się na szczytach list bestsellerów i sprzedała w nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy. Od tamtej pory prawa do publikacji kupili już wydawcy z 30 krajów. Mimo międzynarodowego sukcesu autor dziennika nigdy nie pokazał się publicznie.
Znamy go jedynie z kart książki. To 83-letni mieszkaniec amsterdamskiego domu spokojnej starości. W krótkich, błyskotliwych wpisach komentuje rok ze swojego życia. Już na wstępie zaznacza, że chociaż jest osobą znaną z dobrego wychowania, na stronach dziennika wcale nie zamierza być poprawny. Właśnie tu nareszcie pokaże swoje prawdziwe oblicze! I słowa dotrzymuje. Nie ma dla niego tematów tabu, pisze bez cenzury, szczerze i otwarcie. O sobie i współmieszkańcach. O codzienności staruszków – jedzeniu, rozrywkach, najmodniejszych wózkach inwalidzkich, wizytach u wypalonego zawodowo protetyka. O sprawach poważnych – niedołężności, eutanazji, śmierci, samotności. I o miłości, którą przeżywa o pięćdziesiąt lat za późno.
Holenderscy dziennikarze przeprowadzili śledztwo, próbując odkryć, kto tak naprawdę jest autorem błyskotliwego dziennika. Prawdziwy mieszkaniec domu starców? A może ktoś znacznie młodszy? Sam Hendrik Groen mówi o swojej książce tylko tyle: Ani jedno zdanie nie jest kłamstwem, chociaż nie każde słowo jest prawdziwe.
Ile prawdy jest w opowieściach Hendrika? Dla większość krytyków i czytelników, których zachwyciło jego poczucie humoru to sprawa drugorzędna. Groen i problemy, z jakimi boryka się w domu starców, to coś równie fantastycznego, jak męki dorastania Adriana Mole’a – pisał„Zin”. W precyzyjnych słowach autor dokonuje wiwisekcji stosunków panujących w domu opieki. Wzruszające i przezabawne zarazem – komentował „Leeuwarder Courant”.
Teraz czas, by Hendrika pokochali Polacy!

