Najpiękniejsze miejsca świata
Wiadomości Czechy Indie

„Mała Kerala” w Czechach Resort Svatá Kateřina – tam, gdzie nawet telefony się wyłączają…

Leżę na łóżku do masażu owinięta miękkim ręcznikiem. W tle gra łagodna muzyka relaksacyjna, a w powietrzu unoszą się korzenne zapachy. Ciepły olej spływa z garnka cienkim strumieniem na moje czoło i łaskocze delikatnie skronie. Potrzebuję trochę czasu, aby uspokoić mętlik w mojej głowie i poddać się uczuciu, że obecnie nic nie jest ważne, istnieje tylko tu i teraz. Wszystko może poczekać chociaż godzinkę…

Po zabiegu Shirodhara z moich włosów kapie nadmiar oleju. Terapeuta zakłada mi na głowę turban zrobiony z ręcznika i odprowadza mnie do strefy relaksu. Shirodhara służy głębokiemu odprężeniu, ale jest także masażem na „trzecie oko”, zwane inaczej „wewnętrznym okiem”. Ma za zadanie odmłodzenie organizmu i eliminację źródła powstałego schorzenia. Dostaję ciepłą herbatę i kładę się na leżaku. Niby jest to czas przeznaczony na odpoczynek, ale ja nie mam zamiaru przymykać oka – ani tego rzeczywistego, ani tego „trzeciego”. Przez okna sięgające od podłogi do sufitu można podziwiać niesamowity widok na okoliczne zielone lasy. To jest dopiero panorama! Mogłabym tutaj leżeć i leżeć…

Z pewnością nie tylko ja odczuwam czasami potrzebę wyrwania się z codziennej gonitwy. Coraz więcej osób szuka właśnie takich miejsc, gdzie można uciec od zgiełku świata i zwolnić to szalone tempo współczesnego życia. Fajnie jest być cały czas na topie, prowadzić firmę i jednocześnie wychowywać dzieci oraz ogarniać gospodarstwo domowe niczym wieloręki bóg Śiwa, ale dość szybko uświadamiamy sobie, że nasza energia jest ograniczona, a jeśli nie zadbamy o siebie i doładowanie naszych baterii, to niestety odbije się to prędzej czy później na naszym zdrowiu.

Jedno z takich wymarzonych miejsc leży właśnie blisko Polski, u naszych południowych sąsiadów, w Czechach. Otacza je Wyżyna Czesko-Morawska, a z Warszawy dojedziemy tutaj samochodem w zaledwie 7 godz. Resort Svatá Kateřina ze stuletnimi lasami, jeziorami i łąkami, usytuowany malowniczo na wysokości 750 m n.p.m., stanowi prawdziwą oazę spokoju pośród nietkniętego przez człowieka krajobrazu. W pokojach nie ma telewizorów, a auta nie mogą wjeżdżać na teren ośrodka. W ten sposób dba się o ciszę, czystość tutejszego lasu oraz bogatej w składniki mineralne wody źródlanej Svatá Kateřina. Czterokołowi „intruzi” mają swój parking kilka kilometrów dalej, w urokliwym miasteczku Počátky, a gości zabiera stąd bardzo często kursujący bus (w obu kierunkach). Jeszcze do niedawna nie było tu nawet internetu. Teraz już jest, ale tylko dlatego, że zgłosili takie zapotrzebowanie goście resortu.

Poczułam głód, a więc wpadam do pokoju, żeby zmienić szlafrok i kieruję się do restauracji. Wielki termos z herbatą ajurwedyjską, który dostałam rano przy śniadaniu, mam cały czas ze sobą. Na obiad czeka na mnie specjalnie przygotowany, przepyszny ajurwedyjski zestaw. Szczerze mówiąc, mogłabym chapsnąć z trzy razy tyle, ale wiadomo, że tutaj nie chodzi o to, aby się napchać jedzeniem, lecz by pomóc organizmowi w detoksykacji i regeneracji. Mam jeszcze czas do poobiedniego zabiegu, zatem udaję się w kierunku miejscowego „Stonehenge”. Kamienny krąg druidów stanowi doskonałe miejsce do medytacji. Ogromna, leżąca skała w środku okręgu, ogrzana przez słońce, przyjemnie ogrzewa moje plecy. Jest tu niezmiernie spokojnie i cicho, tylko górska łąka wokół mnie daje niesamowity koncert…

Moje ulubione miejsce w tym ośrodku stanowi oryginalny Pawilon Ajurwedy. Budynek ten stoi na ponad 100 granitowych filarach, a zawieszone na ogromnych oknach długie, białe firanki kołyszą się na wietrze, co sprawia, że ma się wrażenie, jakby cała konstrukcja lewitowała między ziemią a niebem. Obok wejścia znajduje się ogród medytacyjny w stylu zen z posągami indonezyjskich bogów, a z drugiej strony na gości czeka taras słoneczny z altanką i wygodnymi leżakami. Zbudowany przez praskiego architekta pawilon inspirowany jest starożytnymi praktykami feng shui i ajurwedy, a także nowoczesnością. Nic więc dziwnego, że kilka lat temu został nagrodzony Czeską Nagrodą Architektoniczną (Czech Architecture Award) jako „Najlepszy nowy budynek 2019 r.”. Jury zwróciło uwagę na jego zrównoważoną konstrukcję, harmonijnie wkomponowaną w naturę.

Tak jak w wielu miejscach w Azji, przy wejściu do Pawilonu Ajurwedy zdejmuje się klapki i chodzi wewnątrz boso. Ściany zdobią wielkie, rzeźbione panele, a drewniane, ręcznie wykonane, unikatowe meble wyglądają dokładnie tak, jak te, które widziałam w sklepach meblowych w Indonezji, Indiach czy na Sri Lance. Trochę głębiej, za bogato zdobionymi drzwiami, znajdują się gabinety zabiegowe z indywidualnie zaprojektowanymi stołami do masażu wykonanymi z mahoniu indyjskiego, a także prywatne łaźnie parowe do zabiegów olejowych i ziołowych.

Jest środek tygodnia, a więc w resorcie nie ma tłumów. Dzięki ogromnym oknom cały budynek jest zalany naturalnym światłem. Oprócz dwóch pań, pracownic recepcji, oraz kilku gości w strefie wellness, nie ma tu zbyt wielu białych ludzi. Za to wszędzie widać uśmiechnięte, hinduskie twarze o pięknej, ciemnej karnacji skóry, które witają gości, a następnie z największym profesjonalizmem wykonują różne zabiegi. Nic w tym dziwnego, ponieważ wszyscy pracujący tutaj lekarze i terapeuci, a nawet szefowie kuchni, pochodzą z Indii i są po profesjonalnym szkoleniu przez ekspertów z prestiżowego Centrum Leczenia Kairali z Kerali. Poza tym wszystkie stosowane podczas terapii oleje, zioła i suplementy diety pochodzą wyłącznie z zakładów produkcyjnych należących do Kairali Ayurvedic Group. To jedna z najbardziej renomowanych ajurwedyjskich marek na świecie. Jestem pod dużym wrażeniem, jak stworzono tę „małą Keralę” na Wyżynie Czesko-Morawskiej. Uczyniono to z wielką dbałością o detale.

Kolejna część Pawilonu Ajurwedy pełni funkcję luksusowej strefy wellness ze ścieżką Kneippa, sauną fińską, aromaterapeutyczną łaźnią parową, jacuzzi oraz basenem zasilanym z własnego źródła mineralnego. O leczniczym działaniu wody źródlanej Svatá Kateřina wiedzieli już od dawnych czasów ludzie, którzy tu mieszkali. To cenne „płynne złoto”, które wciąż wypływa ze wszystkich rur resortu, a także zasila prywatne jezioro kąpielowe, działa dobroczynnie przy różnego rodzaju chorobach nerwów, nerek, serca, pęcherzyka żółciowego oraz dolegliwościach reumatycznych. W późniejszych stuleciach, w XIX w. chętnie przyjeżdżały tutaj czeskie i austriackie elity, a wujek znanego pisarza Franza Kafki pracował tu kiedyś jako lekarz uzdrowiskowy.

Podikizhi, Kati-Vasti, Abhyanga – to wszystko kojarzy się na początku ze słowem abrakadabra lub czymś w tym stylu, ale pomalutku wszystko się wyjaśnia. To kolejne zabiegi ajurwedyjskie, które przepisano mi na najbliższe dni. Ich lista jest oczywiście dużo dłuższa i można z nich tutaj skorzystać, w zależności od potrzeb naszego ciała i duszy. Aby się w tym nie pogubić, bo każdy przecież ma inne dolegliwości i niedobory, warto zapisać się na początku na konsultację z ajurwedyjskim lekarzem. Zgodnie z tradycyjnym nauczaniem ajurwedy wszystkie funkcje organizmu, jak również nasze samopoczucie psychiczne, kontrolowane są przez trzy dosze: Vata, Pitta i Kapha. Jeśli naturalna interakcja dosz zostanie zakłócona przez takie czynniki jak stres czy niezdrowa dieta, pojawiają się blokady i choroby. Celem jest wtedy zharmonizowanie i zrównoważenie tych dosz za pomocą metod energetyzujących lub detoksykujących.

Resort Svatá Kateřina koncentruje się na ajurwedzie, zwłaszcza na detoksykacji i odchudzaniu, a także poprawie ogólnego samopoczucia. Można wybierać różne pakiety ajurwedyjskie, m.in.: Panchakarma, odmładzanie, odchudzanie, leczenie bólu kręgosłupa czy ajurweda dla kobiet. Ale to nie wszystko! Niektórzy przyjeżdżają tutaj, bo uprawiają jogę i chcieliby zapisać się na jakiś pobyt z jogą, czyli np. Body & Mind yoga, yoga detox, yoga workshop weekend czy yoga marathon. Z kolei inni pragną po prostu odpocząć, korzystając z bogatych usług spa i wellness. Poza Pawilonem Ajurwedy resort ma też własne centrum spa, które oferuje liczne udogodnienia, jak np. fińskie, ziołowe, solne i aromaterapeutyczne sauny, łaźnie parowe, kąpiele błotne rasul, a także jacuzzi oraz wewnętrzne i zewnętrzne strefy relaksu.

Jedną z moich ulubionych atrakcji w strefie wellness stanowią romantyczne altany na świeżym powietrzu z prywatnym jacuzzi. Najlepiej skorzystać z tej relaksującej propozycji wtedy, kiedy robi się trochę chłodniej, bo wtedy jest naprawdę cudownie odprężyć się w ciepłej wodzie przy lampce szampana – setki błogich bąbelków masują nas od wewnątrz i od zewnątrz, a my podziwiamy sielskie krajobrazy roztaczające się dookoła. Poza tym jest tu też profesjonalnie wyposażone centrum fitness oraz rozmaite sale, gdzie możemy uprawiać jogę, pilates, jazdę na rowerze stacjonarnym lub poświęcić się innym zajęciom sportowym.

Jeżeli ktoś woli aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu, wówczas może wypożyczyć rowery albo kijki do nordic walking i wyruszyć na jedną z wielu dobrze oznaczonych okolicznych tras turystycznych. Na terenie ośrodka znajdują się również pole golfowe, korty tenisowe, plac zabaw oraz boisko do piłki nożnej. Można też zapisać się na jazdę konną z doświadczonymi instruktorami. Od wiosny do jesieni oferowane są wycieczki nordic walking i na rowerach górskich w towarzystwie miejscowego przewodnika. Z kolei zimą na chętnych czekają przejażdżki psim zaprzęgiem. Można także wypożyczyć narty biegowe i rakiety śnieżne.

Co prawda, jeżeli ktoś trafi w gościnne progi tego resortu, niekoniecznie marzy o tym, aby wystawiać nogi poza jego teren, mimo iż w okolicy znajduje się wiele wspaniałych miejsc, które warto odwiedzić. Wystarczy tylko, że wspomnimy tutaj jedynie te, które leżą nie dalej niż 1,5 godz. drogi samochodem i wpisano je na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, wówczas mamy do wyboru Pragę i jej zabytkowe centrum, Kutną Horę – Stare Miasto z Kościołem św. Barbary i Katedrą Mariacką w dzielnicy Sedlec, historyczne centrum miasta Telč, Třebíč z dzielnicą żydowską i Bazyliką św. Prokopa, Brno – znane m.in. z interesującej Willi Tugendhatów, cudowny Český Krumlov czy wreszcie wieś Holaszowice z wyjątkowymi przykładami tzw. baroku ludowego.

My też nie odwiedziliśmy tych wszystkich atrakcji, ale kilka z nich udało się nam zobaczyć. W drodze powrotnej z ostatniej z wycieczek z miasta Telč, jak na zawołanie, wszystkie nasze trzy telefony rozładowały się niemal w tym samym momencie. Powerbank oraz ładowarki zostały w hotelu. Przeszło mi przez myśl, jak krętą drogą tutaj przyjechaliśmy, przejeżdżając przez wioski o takich nazwach, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, i przez chwilę ogarnął mnie niepokój. Jak my teraz wrócimy na nasz parking w Počátkach?!

W zabytkowym centrum miasta Telč, w dobrze przygotowanym punkcie informacji turystycznej (dysponującym nawet materiałami w języku polskim!) miła pani wyciąga mapę z szafy i dokładnie zaznacza nam długopisem drogę, którą powinniśmy wracać. Prawdopodobnie nie jesteśmy pierwszymi (ani ostatnimi) osobami tutaj, które muszą skorzystać z tak staroświeckiej metody nawigacji. Z rozłożoną na kolanach mapą i z wielkimi uśmiechami na twarzy wjeżdżamy na parking. Udało się! I to bez GPS-a… Niektórzy z nowo przybyłych gości, którzy w otoczeniu swoich bagaży czekają na busa do resortu, patrzą na nas podejrzliwie, jakbyśmy byli z Marsa. A przecież my jesteśmy tylko stąd, pobliskiej „Małej Kerali”. Ale oni jeszcze nie mają pojęcia, co czeka na nich w tym magicznym miejscu, gdzie nie tylko goście, ale nawet telefony się wyłączają…

Autor

All Inclusive

Redakcja

Luksusowy kwartalnik turystyczno-podróżniczy. Od 2004 roku opisujemy miejsca, do których warto lecieć dłużej niż na weekend, i ludzi, którzy je prowadzą.

Czytaj dalej