Aby odzyskać pieniądze zamrożone w
fakturach, wystarczy, że zawrą z dłużnikiem ugodę, w której uzna on ich roszczenia. Gra jest warta
świeczki, bo podczas pandemii w firmowej kasie liczy się każda złotówka.
Z ostatniej edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP” pod patronatem
Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców wynika, że w przypadku 65 proc. firm pandemia mocno
wpływa na ich produkcję, sprzedaż bądź świadczenie usług. Może to skutkować spadkiem
przychodów w przyszłości. Taki scenariusz przewiduje 43 proc. badanych. Tylko niecałe 2 proc. firm
spodziewa się wzrostu przychodów. Problemy finansowe przedsiębiorców mają odbicie w bazie
danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Zaległości firm wobec
kontrahentów wynoszą obecnie 11,4 mld zł.
Z kolei według szacunków Związku Przedsiębiorstw Finansowych wartość wierzytelności
oddanych do windykacji na zlecenie w połowie 2020 r. wynosiła 3,8 mld zł. Z doświadczeń Kaczmarski
Inkasso wynika, że ok. 20 proc. to długi przeterminowane o ponad rok. To oznacza, że z końcem roku
może się przeterminować nawet 500-700 mln zł zamrożonych w fakturach wystawionych w 2018 r.
Przedawnienie z końcem roku można powstrzymać
Przeprowadzona w lipcu 2018 r. nowelizacja przepisów, m.in. Kodeksu cywilnego i Ustawy o
udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, przesunęła termin
przedawnienia długów, związanych z działalnością gospodarczą, a dotyczących m.in. umów
sprzedaży, świadczenia usług i o dzieło, na ostatni dzień roku kalendarzowego, w którym przypada to
przedawnienie. Przykładowo, przedsiębiorca sprzedał towar 20 lipca, a termin wymagalności zapłaty
przypadał 20 sierpnia. Kontrahent nie uregulował jednak faktury. Według zmodyfikowanych
przepisów dług przedawni się z końcem 2020 r. Nie dotyczy to m.in. branży przewozów, gdzie okres
ten wynosi rok.
Przedsiębiorcy powinni być świadomi, że to ostatni dzwonek, aby odzyskać pieniądze za
sprzedany towar czy usługi zrealizowane w 2018 r. Mogą rozważyć skierowanie sprawy na drogę
postępowania sądowego, co przerwie bieg przedawnienia. Wiąże się to jednak z kosztami i czasem
oczekiwania na rozstrzygnięcie. Alternatywą jest przekazanie faktury do windykacji polubownej.
– Negocjatorzy są w stanie doprowadzić do zawarcia ugody, w której dłużnik uzna roszczenie,
co będzie skutkować wstrzymaniem przedawnienia. Miesiąc, który został do końca roku, wystarczy,
aby podpisać ugodę, opracować plan spłaty i przystąpić do odzyskiwania należności – wyjaśnia Jakub
Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Dług nie znika
Przedawnienie nie oznacza, że dług znika. On nadal istnieje i wierzyciel ma prawo go
dochodzić – z wyjątkiem postępowania przed sądem.
– Dłużników, którzy traktują przedawnienie jak anulowanie długu, muszę rozczarować. Tak
nie jest, dług nadal obciąża ich konto. Można wpisać ich do Krajowego Rejestru Długów, co działa
dyscyplinująco i daje czytelny sygnał innym przedsiębiorcom, że mają do czynienia z nierzetelnym, bo
niepłacącym klientem. To jest także informacja dla banków, firm faktoringowych czy leasingowych, że
mają do czynienia z klientem podwyższonego ryzyka. Na tej podstawie, zgodnie z prawem, można
odmówić zawarcia z nim umowy – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów
Biura Informacji Gospodarczej.
Szybka windykacja na początku pandemii, a potem po staremu
Pierwsza fala epidemii koronawirusa znacząco przyspieszyła decyzje małych i średnich firm o
przekazywaniu niezapłaconych faktur do windykacji. W kwietniu i maju, kiedy przyszłość
przedsiębiorców była wielką niewiadomą, nie zwlekali oni, jak wcześniej, ze zlecaniem odzyskania
należności. Według danych firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso średni okres przeterminowania
faktur kierowanych do odzyskania skrócił się ze 181 dni w lutym do 165 dni w maju. Kiedy jednak
skończył się lockdown, a na firmowe konta wpłynęły pieniądze z tarcz antykryzysowych, MŚP
powróciły do starych zwyczajów. Czekały z kierowaniem spraw do windykacji, licząc, że dłużnicy sami
zapłacą. W czerwcu średni okres przeterminowania faktury przekazywanej do windykacji przekroczył
200 dni i pozostał taki przez całe wakacje. Wrzesień przyniósł niewielką zmianę. Znowu zaczęło
przybywać spraw przeterminowanych o miesiąc lub dwa. Był to efekt kończenia się pieniędzy z
dotacji lub szybkiego poszukiwania dopływu gotówki.
– W listopadzie ponownie zaobserwowaliśmy zwiększone zainteresowanie odzyskiwaniem
należności. Widać, że na firmowych kontach kończy się gotówka, a przedsiębiorcy nie wiedzą, co
przyniosą kolejne miesiące. Zwłaszcza teraz, kiedy los wielu branż jest niepewny, przedsiębiorcy
powinni zadbać o odmrożenie pieniędzy z faktur, szczególnie tych z 2018 roku, gdyż wkrótce ich
odzyskanie będzie trudniejsze – mówi Jakub Kostecki.
Mają pieniądze, ale nie płacą
Windykacja polubowna prowadzona przez zewnętrzną firmę skupia się na działaniach, które
mają przekonać dłużnika – przedsiębiorcę do szybkiej spłaty zobowiązań lub zaproponowanie takiego
rozwiązania, które zaakceptuje wierzyciel, np. spłaty należności w ratach. Wierzyciel ponosi koszt
windykacji jedynie w przypadku, gdy uda się odzyskać jego pieniądze. Nie obciąża to jego konta, co w
czasie pandemii, gdy przedsiębiorcy liczą każdą złotówkę, ma duże znaczenie.
Z badań Rzetelnej Firmy wynika, że 22 proc. przedsiębiorców przyznaje wprost, że ma
pieniądze, ale nie płaci, ponieważ chce je zachować na czarną godzinę. Prowadzi to do zatorów
płatniczych, które mają szczególnie negatywny wpływ na małe i średnie firmy. Nie posiadają one
bowiem zaplecza finansowego, które pozwoliłoby przetrwać trudniejszy moment. Dlatego tak ważne
jest, aby zadbały o dopływ gotówki i uwolniły pieniądze z faktur z 2018 r.

