Najpiękniejsze miejsca świata
Wiadomości Indie

„DALEKOWYSOKO. Tybetańczycy bez ziemi. – o książce Hanki Grupińskiej”

Swoją najnowszą książką „Dalekowysoko. Tybetańczycy bez ziemi” Hanka Grupińska zabiera nas w podróż do świata Tybetańczyków, mieszkających w Indiach. I podobnie jak imponująca jest jej książka, licząca nieco ponad 500 stron, tak imponująca była również jej podróż i powroty do Tybetańczyków przez kolejne 10 lat. Nie jest to więc zapis jednej krótkiej wizyty, przypadkowej i pełnej powierzchownych sądów.

Nie jest to też pojedynczy portret, stworzony na podstawie jednego rzutu okiem. To podróż ku źródłom tybetańskiej uchodźczej duszy, zapis setek godzin rozmów, wywiadów, relacja z dziesiątek spotkań, a przede wszystkim historia przyjaźni.

Hanka Grupińska to autorka, która do tej pory kojarzyła się polskiemu czytelnikowi z tematami krążącymi wokół Zagłady Żydów. Jej kultowa już książka „Najtrudniej jest spotkać Lilit”, opowiadająca o życiu chasydek, doczekała się aż czterech wydań. Premiera książki o Tybetańczykach mogła więc być dla wielu jej wcześniejszych czytelników zaskoczeniem. Podobnie jak dla osób zainteresowanych Tybetem i działających w sprawie tybetańskiej od lat. Sama należę do takich osób. Tybetem, jego kulturą, sprawą tybetańską zajmuję się już prawie 20 lat. Na książkach o Tybecie zjadłam zęby. Nową pozycję książkową przyjęłam więc ostrożnie. Zbyt wiele było w ciągu ostatnich lat książkowych zawodów na tym polu. Ale książka Hanki Grupińskiej zachwyciła mnie od pierwszej strony. Czytałam ją nocami, dniami, naprawdę trudno było się od niej oderwać. Ten język, ten rytm opowieści, ci bohaterowie! Ale zacznijmy od początku.

Hanka Grupińska pojechała do Indii jak wielu, szukać nowych doświadczeń w jodze, spokoju. Zamykając trwający ćwierć wieku rozdział zajmowania się tematami żydowskimi, nie wiedziała jeszcze, że rozpocznie w Indiach nowy, któremu poświęci się przez kolejne lata. Spotkani na miejscu Tybetańczycy zaciekawi ją, ujęli swoją filozofią, religią, podejściem do życia. Opowiadali historie, obok których nie można było przejść obojętnie. I Hanka Grupińska postanowiła te historie spisać. Dla siebie, dla nas, dla świata. Ocalić od zapomnienia te drobne obrazy kultury, która nie gości często na łamach gazet w naszej części świata i nie staje się częstym tematem rozmów.

Hanka Grupińska opowiada historie Tybetańczyków, którzy znaleźli się w Indiach najczęściej nie za sprawą przypadku, czy nawet własnego wyboru. Kiedy wojska nowopowstałej Chińskiej Republiki Ludowej wdarły się do Tybetu w 1950 r., przeciwko milionowej armii chińskiej uzbrojonej w nowoczesną, jak na tamte czasy, broń, stanęło zaledwie kilka tysięcy prawie nie uzbrojonych Tybetańczyków. Chińczycy pragnęli powrotu Tybetu do macierzy, uznając Tybet za część swojego państwa. Tybetańczycy chcieli bronić swojej państwowości, choć ta w tamtych czasach uznawana była przez niewielu. Historia stosunków tybetańsko-chińskich nie zaczęła się jednak w 1950 r. Zaczęła się wiele setek lat wcześniej, by wspomnieć chociażby małżeństwo tybetańskiego władcy Songcena Gampo z chińską księżniczką Wen Cheng w VII w., traktat pokojowy wyznaczający granice obu państw podpisany w 821 r. czy dekrety chińskiego cesarza Qianlonga z XVIII w.

Relacje te nigdy nie były proste i oczywiste. Z drugiej strony, które sąsiedzkie takie są? Ale nigdy też przed 1950 r., Tybetańczycy nie stanęli wobec siły tak brutalnej, zdeterminowanej, łaknącej sukcesu i krwi za wszelką cenę. Podbicie Tybetu nie było dla chińskiej armii problemem. Domknięciem tego procesu było powstanie w Lhasie i brutalne jego stłumienie w marcu 1959 r. Duchowy i polityczny przywódca Tybetańczyków, XIV Dalajlama – Tenzin Gjaco, uciekł wówczas z Tybetu przez śnieżne przełęcze Himalajów a wielu jego poddanych przez kolejne lata podążało jego śladem. Tybetańczycy znaleźli swój nowy dom w Dharamsali, niewielkim miasteczku w indyjskim stanie Himaćal Pradeś.

Od tamtej pory budują kulturę na uchodźstwie, ale też rozpraszają się po świecie. I tęsknią. Do gór Tybetu, do pastwisk pełnych jaków, do swojej ziemi. Hanka Grupińska zbierała ich historie jak kamyki. Te duże i te maleńkie. Pytała, ale nie nachalnie. Słuchała, nie przerywając. Patrzyła, nie oceniając. I pisała. Ważąc słowa, dobierając je bardzo ostrożnie, bo jak sama napisała, stanęła przed zadaniem przełożenia nieprzekładalnego. Język w jej książce ujmuje czytelnika w szczególny sposób. Nie ma tam zdań przypadkowych, nie ma zdań niepotrzebnych. Każde niesie sens i skłania do namysłu.

Osią książki Autorka uczyniła przyjaźń z tybetańską mniszką buddyjską – Tenzin, z którą podróżuje również do Spiti, gdzie znajduje się rodzinny dom Tenzin. Poznaje jej rodzinę, poznaje Spiti, świat, w którym dorastała Tenzin i który przeżywa obecnie nagłe i wymuszone nieco zderzenie z nowym i tym, co niesie nowoczesność. Hanka Grupińska podróżuje tak, jak podróżować chciałby każdy z nas. Bez pośpiechu, bez zobowiązań, bez uprzedzeń. Czytając jej książkę, miałam czasem wrażenie, że tylko tak można poznać jakieś miejsce naprawdę, wsiąknąć w nie, dać mu się prowadzić. W czasach, kiedy podróżujemy szybko, zaliczamy miejsca jedno po drugim, kiedy wciąż pragniemy nowych, mocniejszych wrażeń, ten sposób, choć najprostszy, wymaga chyba od nas największego poświęcenia. Poświęcenia swojego ego, wyzbycia się go. Wymaga skupienia i uważności. Patrząc jednak na to, czego pozwala nam doświadczyć taki sposób podróżowania, nie mamy wątpliwości, że warto.

Hanka Grupińska przez ponad 10 lat zbierała historie Tybetańczyków. Te najnowsze, ale i te zapisane na pożółkłych już kartkach. Znajdziemy tam więc niezwykłą historię Genduna Choephela, tybetańskiego Leonardo da Vinci, poety, filozofa, językoznawcy. Znajdziemy historię Paldena Gjaco, który w chińskim więzieniu zamknięty był ponad 30 lat. I wiele innych. Cofniemy się do XVII w., aby poznać historię Dordże Szugdena, bóstwa, niosącego postrach po dziś dzień, ale zasiądziemy też przed sceną, na której wystąpi Mariko, pierwsza tybetańska artystka transgenderowa.

Dla Autorki ważna będzie każda rozmowa. Latami będzie wracała, aby rozmawiać z Lhasangiem Tseringiem, ważną postacią społeczności uchodźczej, czy nono dżi – historycznym królem doliny Spiti. To daje czytelnikowi niezwykłą okazję do obserwowania zmian, jakie zachodzą w Tybetańczykach przebywających na uchodźctwie i tych przebywających u siebie w Spiti. Rzadką sposobność śledzenia losów ludzi, z których część być może los zaprowadzi kiedyś także do Polski, bo i nasz kraj ma niewielką społeczność tybetańską.

Książka Hanki Grupińskiej „karmi wiele tęsknot”, jak powiedziała mi jedna z moich znajomych, bardzo blisko związana z Tybetem. I to prawda, bo niemal każdy, kto zetknął się z kulturą tybetańską, czy to w Polsce, czy podczas podróży, jest pod jej silnym wrażeniem.

Przez całe lata Hanka Grupińska zapisuje również swoje rozmowy z Tenzin, buddyjską mniszką, pochodzącą jakby nie z tego świata, a równocześnie w tym świecie głęboko zakorzenioną. Tenzin nie ocenia, nie analizuje więcej niż potrzeba, nie szuka drugiego dna. Jej umysł jest czysty i jasny. Widzi rzeczy takimi, jakie one są. Autorka uczy się tego od Tenzin a my, czytając jej książkę, mamy okazję wziąć w tych lekcjach udział.

Trzymając się daleko od polityki, Hanka Grupińska pozwala nam też zrozumieć, czemu Tybetańczycy w samym Tybecie, w Chinach oraz w Indiach poświęcają swoje życie w samospaleniach. Tak łatwo byłoby przejść koło tego tematu, kwitując samospalenia prostym słowem – „samobójstwo”. Ale Autorka nie idzie na skróty, słucha Tybetańczyków, pozwala nam spojrzeć na sprawę ich oczami. Wtedy proste, wyjęte z naszego świata słowa nie wydają się już takie adekwatne.

Osobiście jestem niezwykle wdzięczna Autorce za rozdział o współczesnej poezji tybetańskiej. Niezwykłe są wiersze, które przypomina i tłumaczy. Ocalenie tych kamyków od zapomnienia ma dla trwania kultury tybetańskiej szczególne znaczenie. Bo o to trwanie przecież właśnie chodzi. Kultura tybetańska nie umiera, zmienia się, choć warunki dla trwania ma przecież skrajnie niekorzystne. Kulturowe ludobójstwo, które dzieje się w Chinach każdego dnia dotyka Tybetańczyków na całym świecie. Każdego dnia walczą o zachowanie swoich tradycji, zwyczajów, tożsamości, a książka Hanki Grupińskiej „Dalekowysoko. Tybetańczycy bez ziemi” bardzo silnie wpisuje się w tę walkę. Jest nie tylko znaczącym wkładem w proces trwania i zachowania kultury tybetańskiej, ale i ogromnym źródłem wiedzy dla nas.

Autorką tekstu jest Ewa Gajewska – orientalistka, pilotka wyjazdów do Tybetu, współredaktorka książki „108” wydanej w 2015 r. z okazji 80. urodzin XIV Dalajlamy.

Książkę można zamówić na stronie Wydawnictwa Wielka Litera.

Autor

All Inclusive

Redakcja

Luksusowy kwartalnik turystyczno-podróżniczy. Od 2004 roku opisujemy miejsca, do których warto lecieć dłużej niż na weekend, i ludzi, którzy je prowadzą.

Czytaj dalej