Najpiękniejsze miejsca świata
Wiadomości Panama

All Inclusive – panama, środek świata i minimum cztery niespodzianki

W najświeższym, wiosennym, aż 296-stronicowym wydaniu magazynu „All Inclusive” w dziale „Dalekie Podróże” ROMAN WARSZEWSKI zaprasza nas na wyprawę do Panamy – tam, gdzie czekają na nas środek świata i minimum cztery niespodzianki. Poniżej publikujemy początek jego niezmiernie interesującego artykułu.

Cały tekst o pasjonującej Panamie można przeczytać na str. 58–67 najnowszego, wiosennego numeru magazynu „All Inclusive”, który dostępny jest pod tym linkiem: https://www.all-inclusive.com.pl/najnowszy-numer/

Zapraszamy serdecznie do lektury! ROMAN WARSZEWSKI pisze, że: „Wielkie, bezkresne kraje i ziemie wydają nam się zazwyczaj bardziej atrakcyjne, gwarantują niewyobrażalne możliwości ekspansji i kuszą obietnicą bogactwa. Panama zdaje się zadawać kłam temu przeświadczeniu i swą atrakcyjność zbudowała na… znikomości. Zajmuje obszar „zaledwie” 75 tys. km² i śmiało można powiedzieć, że w przypadku tego środkowoamerykańskiego kraju prawdziwe jest twierdzenie „small is beautiful”, czyli „małe jest piękne”. W czasach, gdy dostrzegano walory wynikające ze znikomości tej ziemi, na naszym globie dominował jednak jeszcze język hiszpański (raczej kastylijski – „castellano”), a potęga angielszczyzny była zaledwie w planach. Od początku było jasne, że filigranowość tej części Ameryki Środkowej nosi w sobie niepowtarzalną obietnicę… zaskakującego skrótu i jakże zaskakującego połączenia.

Obietnicę nadzwyczaj ważnego szlaku, jakby tunelu, przekopu… Możliwość powstania niezmiernie ważnego kanału, który połączy ze sobą dwie półkule, dwa oddzielone światy. Już chyba wszystko jasne. Chodzi o Istmo de Panamá – Przesmyk Panamski, ok. 700-kilometrowy wąski pas ziemi między zatokami Moskitów i Chiriquí oraz Zatoką Panamską, który oddziela Atlantyk od Pacyfiku. Gdy w 1513 r. – idąc od strony Morza Karaibskiego – po jego pacyficznej stronie jako pierwszy stanął hiszpański konkwistador Vasco Núñez de Balboa (ok. 1475–1519), zaniemówił. Zobaczył coś, czego w ogóle się nie spodziewał – drugi ocean, który praktycznie dotykał pierwszego. Czy jego zdumienie i niewysłowiona radość wynikały z tego, że podświadomie wyczuł niebagatelne znaczenie swego odkrycia…?”.

I kończy swój fascynujący artykuł o Panamie w następujący sposób: „Volcán Barú (znany też jako Volcán de Chiriquí – od nazwy prowincji, w której się wznosi) to najwyższy szczyt kraju (3475 m n.p.m.). Warto tu przyjechać, choćby dlatego, aby się przekonać, iż w Panamie nie wszędzie jest parno i gorąco, i że znajdziemy w niej także obszary o temperaturach zdecydowanie umiarkowanych, gdzie odetchniemy od wszechobecnych upałów. Najpierw mijamy blisko 150-tysięczne miasto David, stolicę prowincji Chiriquí, a następnie Boquete (Bajo Boquete). Na każdym postoju pijemy oczywiście wyśmienitą kawę, bo to centrum kawowego zagłębia Panamy. A potem, po wzmocnieniu małą czarną, nic już nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć piąć się ku wulkanicznemu szczytowi. Ta wspinaczka ma wielki walor.

Otóż przy odrobinie szczęścia, gdy panuje dobra widoczność i opadną już poranne mgły (po spektakularnym wschodzie słońca porównywalnym z tym na Górze Mojżesza lub w tzw. Sanktuarium Annapurny), wierzchołek Barú jest chyba jedynym miejscem w Panamie, skąd jednocześnie można podziwiać dwa oceaniczne brzegi: wybrzeże Atlantyku, a po drugiej stronie Pacyfiku. Stąd na własne oczy przekonamy się, że ten środkowoamerykański kraj to tylko wąski pas ziemi, który nie tyle dzieli, co łączy (o czym była już mowa), i gdzie – jak mawiają Panamczycy – dwa oceany wpadają sobie w ramiona i czule się całują. A niech się całują… Zresztą oby jak najdłużej, żeby było dokąd podróżować! Na koniec pragnę nadmienić, iż mój artykuł nie powstałby, gdyby nie Eduardo Osorio Irigoyen, który pomógł mi mocno przy penetrowaniu panamskich bezdroży, za co chciałbym mu serdecznie podziękować. Muchas gracias, Eduardo, por tu gran ayuda!”.

Autor

All Inclusive

Redakcja

Luksusowy kwartalnik turystyczno-podróżniczy. Od 2004 roku opisujemy miejsca, do których warto lecieć dłużej niż na weekend, i ludzi, którzy je prowadzą.

Czytaj dalej